|

Prawdziwy koniec wedrowki Eneasza
WLODZIMIERZ KALICKI
Niemcy okradli nas z najlepszych dziel sztuki. My
znalezlismy na Ziemiach Zachodnich ich skarby. Arcydziela Polakow,
Niemcow wywiezli Rosjanie. Dzis wszyscy zadaja oddania utraconych
skarbow, zwracac czegokolwiek nie chce nikt. Prawie nikt. Niemiecki
saper, ktory wysadzal most Poniatowskiego, pol wieku pozniej oddal
skradziony obok mostu obraz plonacej Troi.
Wojna to grabiez. Takze dziel sztuki. Krzyzowcy zlupili
w sredniowieczu Bizancjum, armie Napoleona wywiozly bajeczne zbiory
sztuki z Egiptu i z Polwyspu Apeninskiego. Polske ogolocili w XVII
wieku Szwedzi. Wywiezli baldachim krolowej Bony, tysiace cennych
obrazow, setki wschodnich kobiercow i dywanow. Na druga strone Baltyku
poplynely tysiace sztuk najcenniejszych militariow, takze zbroje
krolewskie, bezcenne rekopisy i starodruki, w tym listy Wladyslawa
Jagiely w sprawie husytow, pisma kancelarii krolewskiej, akta notarialne
procesu z 1420 roku miedzy krolem Polski a zakonem krzyzackim i
liczne dziela z ksiegozbioru Mikolaja Kopernika z jego odrecznymi
notatkami i recepturami lekarskimi. Szwedzi nie gardzili niczym.
Wyrywali drewniane podlogi, kamienne posadzki, schody, framugi okienne,
odrzwia.
W przededniu II wojny o rozmiarach szwedzkich grabiezy
wiedziano w Polsce sporo, choc nie wszystko. W 1914 r. Akademia
Umiejetnosci ustalila na przyklad, ze w Szwecji znajduje sie ponad
wszelka watpliwosc 451 cennych rekopisow i 179 starodrukow z Polski.
Znakomita wiekszosc tych skarbow pozostaje w Szwecji do dzis.
W marcu 1939 roku kryzys polityczny w Europie nie
pozostawial watpliwosci co do szans uratowania pokoju. Urzedowy
optymizm panstwowej propagandy, gloszacej, ze "silni, zwarci
i gotowi nie oddamy nawet guzika", obcy byl dyrektorom muzeow,
archiwow, wielkich bibliotek i wlascicielom znaczacych kolekcji
dziel sztuki. Dopytywali sie w Ministerstwie Wyznan Religijnych
i Oswiecenia Publicznego o plany ewakuacji najcenniejszych dziel
sztuki. Ale planow nie bylo. Urzednicy odpowiadali, ze trzeba radzic
sobie samemu.
Niemcy wywoza "niebo"
1. Zlote monety znikaja w ziemi
Bodaj najwczesniej przygotowania do wojny rozpoczal
dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Stanislaw Lorentz. Juz w
kwietniu 1939 roku polecil potajemnie zbijac w muzealnej stolarni
skrzynie wykladane od wewnatrz blacha cynkowa.
W czerwcu 1939 roku rozpoczela sie nieoficjalna ewakuacja
zbiorow znad zachodniej granicy. Na prosbe Rogera Raczynskiego w
tajemnicy przewieziono do Muzeum Narodowego w Warszawie 327 najcenniejszych
obrazow z Rogalina. W Muzeum Narodowym mylnie oznakowano je i schowano
posrod wlasnych zbiorow. W lipcu i sierpniu coraz wiecej kolekcjonerow
powierzalo swe zbiory publicznym muzeom w wiekszych miastach, zwlaszcza
w Warszawie, Krakowie, Poznaniu. Dyrektorzy muzeow zwykle falszowali
dokumentacje prywatnych depozytow i ukrywali je w swych zbiorach.
Juz w czasie okupacji okazalo sie, ze byl to czasami sposob dosyc
skuteczny. Odszukanie przez Niemcow dziel skrytych posrod setek
i tysiecy innych, opisanych prawidlowo, wcale nie bylo rzecza latwa.
Niewiele dziel i kolekcji udalo sie skutecznie ukryc
przed wkroczeniem oddzialow niemieckich. Zaufani pracownicy Muzeum
Narodowego w Krakowie zakopali w wysmolowanych beczkach czesc zbiorow
numizmatycznych.
- Wszyscy dotrzymali tajemnicy i skarb odkopano dopiero
po wojnie - mowi Tadeusz Chruscicki, dyrektor Muzeum Narodowego
w Krakowie.
Janusz Radziwil, wlasciciel palacu i bogatej kolekcji
dziel sztuki w Nieborowie, we wrzesniu polecil jedynie spakowac
zbiory i pozostawic w palacu. Uchronilo to je od drobnych kradziezy
zolnierzy Wehrmachtu w pierwszych tygodniach wojny. Gdy w marcu
1940 r. w Nieborowie zjawili sie niemieccy historycy sztuki, by
wybrac dziela, Radziwilom udalo sie w czasie rozpakowywania zbiorow
ukryc sporo arcydziel. Slynna glowa Niobe przelezala szczesliwie
do konca wojny pod sterta wegla.
W sumie Niemcy wywiezli z Nieborowa 19 skrzyn najcenniejszych
dziel, w tym siedemnastowieczny globus "Niebo" Coronellego.
Najlepsze kolekcje numizmatyczne Muzeum Narodowego
w Warszawie we wrzesniu 1939 roku ukryto na terenie muzeum. Miejsce
ich ukrycia wydal jednak Niemcom najpewniej wozny Muzeum, ktory
natychmiast po wkroczeniu Wehrmachtu podpisal volksliste. Warszawskie
numizmaty odnaleziono w 1945 roku na Dolnym Slasku. Niemcy ukryli
je w wiejskiej willi w poblizu Swidnicy. W ostatniej chwili zostaly
czesciowo rozgrabione, czesciowo rozrzucone przez uciekajacych zolnierzy
Wehrmachtu.
"Zebralismy tego kilka workow. Oddzielilismy
monety zlote od innych i mialem potem pod opieka woreczek rzymskich
zlotych monet. Taki okolo 6 kg" - opisuje odnalezienie skarbu
z Muzeum Narodowego owczesny generalny konserwator zabytkow prof.
Jan Zachwatowicz.
Szczescia nie mieli niektorzy z kolekcjonerow prywatnych.
W Poznaniu zakopana zostala kolekcja kilku tysiecy monet i medali
polskich W. Zygarlowskiego. Nigdy nie udalo sie jej odnalezc. W
Warszawie zas nigdy nie trafiono na slad zakopanej we wrzesniu kolekcji
numizmatycznej W. Soleckiego.
2. Pan Bog powierza honor Polakow Franciszkowi Misiowi
Wladze panstwowe nie tylko nie pomogly wydatnie w
ewakuacji dziel sztuki, ale bez wyobrazni sugerowaly, ze tereny
wojewodztw wschodnich beda najbezpieczniejszym schronieniem. Tym
samym wystawily ewakuowane kolekcje na wielkie niebezpieczenstwo.
Do dzis nie udalo sie oszacowac, jak wiele dziel zagrabionych zostalo
w roku 1939 przez oddzialy sowieckie.
Pociag ewakuacyjny z bezcennymi zbiorami poznanskiego
Muzeum Wojska w rece oddzialow sowieckich wpadl w okolicach Grodna.
Transport wyslano na wschod, gdyz poznanscy muzealnicy
nie mieli watpliwosci, ze Niemcy po wkroczeniu do miasta zniszcza
polskie militaria.
- Stracilismy tam unikatowa kolekcje polskich mundurow
napoleonskich, wspanialy zbior polskiej sredniowiecznej i barokowej
broni, ogromna kolekcje orderow i odznaczen - mowi dyrektor Muzeum
Narodowego w Poznaniu profesor Konstanty Kalinowski.
- Gdy bylem na Ukrainie, przed paru laty, zglosila
sie do mnie tamtejsza Polka i w zaufaniu opowiedziala mi, ze widziala,
jak wkraczajace oddzialy sowieckie przechwycily na Wolyniu niewielki
pociag zaladowany skrzyniami i starymi meblami. Zaloge pociagu po
przesluchaniu rozstrzelano na miejscu - mowi Wojciech Fijalkowski,
byly wieloletni dyrektor Muzeum w Wilanowie.
Dziela sztuki ewakuowane na wschod i przechwycone
tam przez wkraczajace oddzialy sowieckie od tamtej pory niemal wszystkie
spoczywaja w magazynach, dawniej sowieckich, dzis rosyjskich.
Jedna z najdotkliwszych strat poniesionych wskutek
nieprzemyslanej ewakuacji arcydziel na wschod byla strata Szkatuly
Krolewskiej, unikatowej, jedynej juz wtedy kolekcji polskich regaliow,
znajdujacej sie w krakowskich zbiorach Czartoryskich: bizuterii
osobistej polskich wladcow, miniatur i prywatnych drobiazgow, w
rodzaju scyzoryka Stefana Batorego. Mimo sprzeciwow opiekujacej
sie zbiorami Marii Ludwiki Czartoryskiej szkatule oraz inne bezcenne
dziela, miedzy innymi plotna Leonarda, Rafaela, Rembrandta, ewakuowano
na wschod, do Sieniawy. Transport z Krakowa zamurowano w piwnicy
palacowej oficyny. Po wkroczeniu Wehrmachtu schowek zdradzil tamtejszy
mlynarz, Niemiec z pochodzenia. Zolnierze na wlasna reke zburzyli
mur, zdewastowali obrazy i rozgrabili znakomita wiekszosc zlotych
pamiatek po polskich krolach. Nie odnalazly sie do dzis - gdyby
zas zostaly w Krakowie, zarekwirowaliby je urzedowo okupanci i byc
moze udaloby sie je odzyskac po wojnie w ktorejs z hitlerowskich
oficjalnych skladnic dziel sztuki.
Jedyna zakonczona sukcesem wielka ewakuacja panstwowych
zbiorow sztuki udala sie nie dzieki zapobiegliwosci i dobrym przygotowaniom
wladz panstwowych, lecz dzieki ofiarnosci mnostwa przypadkowych
ludzi i duzej dozie szczescia. Skarby wawelskie, z kolekcja bezcennych
arrasow i Szczerbcem, mieczem koronacyjnym krolow polskich, spakowano
w 21 skrzyn i siedem wielkich rulonow dopiero po wybuchu wojny.
3 wrzesnia okazalo sie, ze nie ma czym ich z Krakowa wywiezc. Narodowe
dziedzictwo uratowal flisak Franciszek Mis, ktory ekipie ewakuacyjnej
ofiarowal swa barke do transportu wegla.
Barka splywala w dol Wisly powoli. Kilka razy atakowali
ja niemieccy lotnicy. Po raz drugi uratowal arrasy kapitan statku
rzecznego "Gawel", ktory wzial barke Franciszka Misia
na hol i znacznie przyspieszyl splyw. W Sandomierzu nie udalo sie,
jak zamierzano, nawiazac kontaktu z wladzami. Galar poplynal wiec
dalej, do Kazimierza Dolnego. Tam z kolei arrasy uratowal zapewne
naczelnik poczty, ktory w ewakuacyjnym zamecie jakims cudem zawiadomil
o transporcie komende garnizonu w Lublinie. Bez watpienia zas uratowali
wawelskie skarby chlopi ze wsi Karmanowice, ktorzy podwodami przewiezli
skrzynie do Tomaszowic, dokad na szczescie dotarly - wyslane przez
dowodztwo lubelskiego garnizonu - wczesniej ewakuowane do Lublina
warszawskie autobusy miejskie. Transport szczesliwie dotarl do Rumunii.
Mimo niemieckich naciskow wladze rumunskie nie zdecydowaly sie go
zatrzymac i po dwoch miesiacach arrasy ze Szczerbcem na pokladzie
statku trafily do Francji.
PALI SIE, MOJ MATEJKO!
1. Oltarz Mariacki owijamy w "Ilustrowany Kurier
Codzienny"
Wladze panstwowe szczegolnie lekkomyslnie potraktowaly
przed wojna zbiory, co do ktorych istnialo graniczace z pewnoscia
przypuszczenie, ze - jako dziela tworcow niemieckich - zostana przez
hitlerowcow wywiezione do Niemiec albo - jako symbole nienawistne
hitlerowcom - zostana zniszczone.
Przygotowaniem ewakuacji Oltarza Mariackiego Wita
Stwosza zajal sie Karol Estreicher w lipcu 1939 roku. Na jego prosbe
koszty wyjecia rzezb z oltarza pokryl zarzad kopalni Jaworzno. Od
15 sierpnia pod nadzorem Estreichera robotnicy wyjmowali rzezby
z wysokiej na 13 metrow szafy oltarzowej. Karol Estreicher osobiscie
owijal je w makulature dostarczona do bazyliki Mariackiej przez
koncern "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Wladze konserwatorskie
planowaly jedynie zabezpieczenie figur przed bombardowaniem.
"Nie myslano o rabunku oltarza. Po prostu nie
przypuszczano, aby tego rodzaju fakt mogl zajsc" - wspominal
po wojnie Karol Estreicher.
Mimo protestow proboszcza, ksiedza Kulinowskiego,
Estreicher zdecydowal sie wywiezc rzezby z Krakowa. Trzydziesci
pak z drewnianymi figurami z oltarza splawil wislanym galarem do
Sandomierza. Dwa tygodnie pozniej w tymze Sandomierzu na szczescie
nie zdolano wyladowac z barki Franciszka Misia wawelskich arrasow,
dzieki czemu ocalaly. Niestety, pierwszego dnia wojny planowo wyladowano
figury oltarza. Z wislanej barki do gmachu Diecezjalnego Seminarium
Duchownego przeniesli je wiezniowie z miejscowego wiezienia. Najwieksze
cztery paki wiezniowie postawili przed chorem w sandomierskiej katedrze.
Taka to byla konspiracja.
Niemcy natkneli sie na paki w katedrze w pierwszych
dniach pazdziernika i niezwlocznie wywiezli figury oltarza do Berlina,
gdzie zlozono je w Skarbcu Banku Rzeszy. W marcu 1940 roku odkryli
i wywiezli do Rzeszy ukryte w Krakowie, w piwnicy domu przy ul.
Swietego Jana, figury grupy Wniebowziecia i figurki z predelli oltarza
schowane w schronie pod Zakladem Historii Sztuki UJ.
Zdobywanie dla Niemiec dziel Albrechta Duerera bylo
osobista obsesja Hitlera. Trzy rysunki mistrza znajdujace sie w
Warszawie zrabowano zaraz po zajeciu miasta. Poza zasiegiem pozostala
natomiast wspaniala kolekcja 25 rysunkow we lwowskich zbiorach Lubomirskich.
W roku 1940 Niemcy przez specjalnego wyslannika dyplomatycznego
zaoferowali Moskwie wymiane rysunkow Duerera na wskazane przez Kreml
dziela sztuki ze zbiorow niemieckich. Rosjanie propozycje Berlina
odrzucili tym chetniej, ze rysunkow nie mieli. Ukryl je, jak wynika
z pewnych relacji, znawca prac Duerera, profesor Gembarowicz, w
specjalnym schowku w Muzeum Baworowskich. Po zajeciu Lwowa przez
Niemcow w roku 1941 gestapo trafilo do profesora Gembarowicza. W
obawie o zycie wyjawil miejsce ukrycia. Rysunki dostarczono natychmiast
Hermannowi Goeringowi, ktory uroczyscie wreczyl je Fuehrerowi. Hitler
nie rozstawal sie z nimi az do smierci. Nawet gdy wyjezdzal na front,
zabieral je ze soba. Potem arcydziela Duerera ruszyly w dalsza,
zadziwiajaca wedrowke po swiecie. Do tej historii i do innych watkow
w tym tekscie wrocimy w nastepnych odcinkach.
2. "Bitwe pod Grunwaldem" chowamy pod lade
Przed wojna nie moglo byc watpliwosci, ze Niemcy po
zwyciestwie zniszcza lub sprofanuja "Bitwe pod Grunwaldem"
i "Hold Pruski" Jana Matejki.
Dla niemieckich nacjonalistow kleska wojsk zakonu
krzyzackiego pod Grunwaldem jeszcze po pieciu wiekach byla rana
niezagojona. Po zjednoczeniu Niemiec zrodel narodowej sily i uzasadnienia
ekspansji na wschod szukali oni w historii i ciagle potykali sie
o zwyciestwo Jagiely. Rozprawe z kleska pod Tannenbergiem, czyli
polskim Grunwaldem, zaczeli Niemcy jeszcze w czasie rozbiorow. Zlocony
oltarzyk polowy Jagiely, zaraz po bitwie ofiarowany przez krola
kapitule gnieznienskiej, wywieziono z Gniezna na zamek w Malborku.
W roku 1914 feldmarszalek Hindenburg tak zaplanowal bitwe z nacierajacymi
rosyjskimi armiami generalow Rennenkampfa i Samsonowa, by stoczyc
ja mozliwie blisko historycznego pola bitwy z roku 1410. Bitwe Hindenburga
nazwano w Niemczech druga bitwa pod Tannenbergiem i uznano za historyczny
rewanz. Ale nawet to nie zlagodzilo w Berlinie grunwaldzkich urazow.
Gdy w roku 1938 z okazji setnej rocznicy urodzin Matejki Poczta
Polska wydrukowala znaczki pocztowe przypominajace zwyciestwo Jagiely,
Berlin zlozyl gwaltowny protest. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych
nie chcialo zadrazniac stosunkow z III Rzesza i polecilo wstrzymac
emisje. Nie na wiele sie to zreszta przydalo. Zamiast znaczkow grunwaldzkich
Poczta Polska zamo-wila znaczki z Jadwiga i Jagiela jako odnowicielami
Akademii Krakowskiej. Projektant przemycil w nich motyw dwoch mieczy
grunwaldzkich, przed bitwa ofiarowanych Jagielle przez Krzyzakow
i niemiecka ambasada oprotestowala znaczki jako prowokacje na miedzynarodowa
skale.
Wielkie plotno Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem"
musialo budzic w hitlerowcach znacznie wiecej nienawisci niz jego
reprodukcja na znaczku pocztowym. Juz w roku 1914, przewidujac,
ze Niemcy moga zniszczyc obraz, polski posel do carskiej Dumy Aleksander
Lednicki wespol z wiceprezesem Zachety, w ktorej "Bitwa"
byla wystawiona, ewakuowal ja w glab Rosji. W 1939 roku jednak ewakuacji
dziela Matejki nie przygotowano. Dyrektor administracyjny Zachety
Stanislaw Mikulicz-Radecki dopiero w chwili ogloszenia mobilizacji
29 sierpnia powrocil z urlopu do Warszawy i zarzadzil pakowanie
zbiorow. Nazajutrz wszyscy pracownicy wyjmowali obrazy z ram, pakowali
w skrzynie i chowali w piwnicach. "Bitwy pod Grunwaldem"
nie mogli jednak zdjac ze sciany. Czesc pracownikow zostala powolana
do wojska i kilku starszych panow, ktorych mobilizacja ominela,
nie bylo w stanie udzwignac kilkusetkilogramowego obrazu. Na pomoc
wezwano przechodniow. Zaimprowizowanej ekipie ewakuacyjnej starczylo
sily, lecz zabraklo wprawy; uniesiony z uchwytow obraz zachwial
sie, runal na ziemie i niemalze przygniotl Stanislawa Ejsmonda,
wicedyrektora Zachety kierujacego zdejmowaniem. 1 wrzesnia plotno
nawinieto na przygotowany wczesniej czteroipolmetrowy drewniany
wal. W ostatniej chwili na ten sam wal zdecydowano sie nawinac dodatkowo
matejkowskie "Kazanie Skargi", depozyt Augusta Potockiego.
Wal z obrazami umieszczono w solidnej, drewnianej skrzyni wylozonej
od wewnatrz azbestem. Do jej wnetrza Ejsmond i Mikulicz-Radecki
wlozyli jeden z trzech egzemplarzy protokolu ewakuacji. Pozostalo
juz tylko czekac na transport obiecany przez Ministerstwo Wyznan
Religijnych i Oswiecenia Publicznego.
Ale transportu nie bylo. Urzednicy rozkladali rece
- wszystkie samochody zarekwirowalo wojsko.
Przez cztery dni zrozpaczeni Ejsmond i Mikulicz-Radecki
miotaja sie w pulapce; wiedza juz, ze Niemcy dotra do Warszawy i
zapewne zdobeda ja. Probuja ukryc olbrzymia skrzynie pod gruzem
i smieciami w jednej z sal Zachety, ale to tylko gest rozpaczy.
Niemcy znalezliby "Bitwe" i "Kazanie Skargi"
przy pierwszym sprzataniu. Zdobycie transportu wydaje sie niepodobienstwem.
Wreszcie w nocy z 5 na 6 wrzesnia Mikulicz-Radecki dostaje od wiceprezydenta
Warszawy Jana Pohoskiego, ktory rozumie, ze Niemcy moga z zemsty
zniszczyc obraz Matejki, polciezarowke z zapasem benzyny. Samochod
jednak jest za maly, by przewiezc pieciometrowa, wazaca poltorej
tony skrzynie. Dyrektor Zachety przekonuje jednak wojskowych z dowodztwa
obrony stolicy, by w zamian za polciezarowke dali muzealnikom wielka,
konna platforme.
Do Lublina ruszyli na platformie z obrazami Matejki
dyrektorowie Ejsmond i Mikulicz-Radecki. Ostrzeliwani przez niemieckie
samoloty, dotarli szczesliwie do Lublina po dwoch dniach nieprzerwanej
jazdy. Tam przemeczone konie odmowily posluszenstwa. Skrzynie z
obrazami sciagnieto wiec z platformy i polozono na wewnetrznym dziedzincu
lubelskiego muzeum. Pare godzin pozniej niemieckie samoloty zbombardowaly
miasto. Podczas nalotu zginelo sto kilkadziesiat osob, wsrod nich
dyrektor Zachety Stanislaw Ejsmond. Jedno skrzydlo muzeum zniszczyla
bomba, plonely sasiednie domy, ale skrzynia z obrazami nie byla
uszkodzona. Mikulicz-Radecki i intendent lubelskiego muzeum Wladyslaw
Woyda skrzykneli kilka przechodzacych w poblizu kobiet i usilowali
wciagnac skrzynie do piwnic. Nie dala sie ruszyc, wiec zdesperowani
muzealnicy rozbili ja siekierami. Kobiety wciagnely owiniety obrazami
walec do sali wystawowej i zastawily skrzyniami ze zbiorami rzemiosla
ludowego.
Mikulicz-Radecki i Woyda niepokoili sie, ze plotna
Matejki zostaly zdekonspirowane. O wciaganiu i maskowaniu skrzyniami
tajemniczego walu wiedzialo co najmniej kilkanascie przypadkowych
kobiet. Wymyslili wiec akcje dezinformacyjna. Z pomoca zolnierzy
zaladowali w bialy dzien na wojskowa podwode, z wielkim halasem
i udawanym wysilkiem, naprawiona skrzynie po obrazach. Zolnierze
wyrzucili ja za miastem. Od tej pory niewtajemniczeni lublinianie
przekonani byli, ze tajemniczy ladunek wojsko powiozlo ze soba do
Rumunii.
Niemcy wkraczaja do Lublina 17 wrzesnia. Wehrmacht
zaprowadza okupacyjne porzadki. Niemieccy oficerowie pojawiaja sie
w koncu takze w gmachu muzeum i sprawdzaja zawartosc skrzyn ze sztuka
ludowa. Polecaja wywiezc je do Katowic.
Konspiracyjna opieke nad ukrytymi w muzeum obrazami
przejmuje urzednik z lubelskiego magistratu Roman Pieczyrak. Niemcy
moga odkryc wal z obrazami w kazdej chwili, Pieczyrak poleca wiec
zaufanym wspolpracownikom skonstruowanie w sali muzealnej wielkiej
drewnianej lady. Do srodka schowano obrazy, na wierzchu zas rozlozono
ksiazki, pozorujac istnienie biblioteki.
W pierwszych miesiacach okupacji rozmaite grupy niemieckich
funkcjonariuszy rekwirowaly najcenniejsze dziela sztuki ze zbiorow
panstwowych i prywatnych. W warszawskiej Zachecie Niemcy przesluchiwali
pracownikow i wdowe po Stanislawie Ejsmondzie. Pytali o "Bitwe
pod Grunwaldem".
Pozniej sledztwo w sprawie obrazu Matejki przejal
funkcjonariusz gestapo Theobald Diesel. Do swego gabinetu w Muzeum
Narodowym wzywal na przesluchania pracownikow muzeum, prezesa Zachety
Stanislawa Brzezinskiego, z czasem takze dyrektora Muzeum Wojska
Bronislawa Gembarzewskiego. Diesla interesowalo tylko jedno - losy
"Bitwy pod Grunwaldem". Nie ukrywal, ze szuka jej z powodow
politycznych, a nie ze wzgledu na wartosc artystyczna. Obraz Matejki
nazywal paszkwilem i prowokacja malarska. Przesluchiwani twierdzili,
ze nic o wywiezieniu nie wiedza. Gestapo aresztowalo ich, ale w
czasie przesluchan na Szucha nie dowiedzialo sie niczego istotnego
o przebiegu ewakuacji.
W koncu wladze Generalnego Gubernatorstwa, na osobiste
polecenie Goebbelsa, wyznaczyly nieslychanie wysoka nagrode za wskazanie
miejsca ukrycia "Bitwy pod Grunwaldem" - dwa miliony marek.
Nikt sie nie zglosil. Niemcy zwiekszyli nagrode do 10 milionow.
Rowniez bez skutku.
Hitlerowcy podejrzewali, ze "Bitwe" ewakuowano
trasa przez Lublin. Gestapo przesluchiwalo wielokrotnie pracownikow
lubelskiego muzeum, ale nie dowiedzialo sie niczego. Gdy przesluchania
ustaly, intendent muzeum Wladyslaw Woyda wraz z Romanem Pieczyrakiem
zorganizowali wykradzenie z muzeum skrzyn z najcenniejszymi obrazami
i eksponatami, m.in. portretem Stanislawa Augusta pedzla Bacciarellego.
Zamurowane w scianie ratusza przetrwaly tam do wyzwolenia Lublina.
Wiosna 1941 roku aresztowano syna jednego z organizatorow
konspiracji wokol "Bitwy pod Grunwaldem", Romana Pieczyraka.
Zostal zamordowany w Oswiecimiu. Po wojnie w niektorych publikacjach
laczono jego smierc z przesluchaniami ojca w sprawie ukrycia obrazu.
Sugerowano nawet, ze cena za zycie syna mialo byc wydanie przez
ojca plotna Matejki i ze ojciec swiadomie poswiecil zycie syna dla
uratowania obrazu. Wydaje sie jednak, ze to aresztowanie i smierc
nie mialy zwiazku ze sprawa "Bitwy".
Wkrotce po aresztowaniu syna Romana Pieczyraka Niemcy
oglosili, ze gmach, w ktorym nadal pod lada ukryte byly obrazy Matejki,
przejmuja na germanskie centrum kultury. Przebudowa budynku nieuchronnie
musiala skonczyc sie odkryciem walu z obrazami.
Pieczyrak wraz z Woyda zorganizowali wywoz obrazu.
Przed swietami wielkanocnymi ich zaufani pracownicy pod nosem niemieckich
straznikow rozebrali ogrodzenie, przeniesli wazacy ponad tone wal
na drabiniasty woz i przewiezli przez pol miasta do garazy Taborow
Miejskich. Owiniety papa wal wlozono do drewnianej skrzyni i zakopano.
Zakrojone na wielka skale niemieckie sledztwo w sprawie
znikniecia "Bitwy pod Grunwaldem" sklonilo do przeciwdzialania
kierownictwo polskiego podziemia. Na jego prosbe radio londynskie
w polskim serwisie podalo falszywa wiadomosc o szczesliwym dotarciu
dziela Matejki, przez Rumunie, Wegry, Jugoslawie i Francje, do Londynu.
Wiadomosc londynskiego radia najpewniej nasunela lubelskim
konspiratorom pomysl ukrycia narodowego skarbu przed przybylymi
z armia sowiecka wladzami komunistycznymi. Polski Komitet Wyzwolenia
Narodowego zainstalowal sie w Lublinie zaraz po wkroczeniu do miasta
24 lipca 1944 roku oddzialow I Frontu Ukrainskiego. Juz 3 sierpnia
ukazal sie pierwszy numer dziennika "Rzeczpospolita",
nowe wladze powolaly mnostwo placowek kulturalnych. "Bitwa
pod Grunwaldem" tymczasem spoczywala zakopana w siedzibie Taborow
Miejskich. W pazdzierniku Michal Grzesiak, ktory bral udzial w ukrywaniu
obrazu, zostal woznica przewodniczacego Tymczasowej Miejskiej Rady
Narodowej i doniosl swemu pryncypalowi o schowaniu czegos cennego
w Taborach. Przewodniczacy wezwal na przesluchanie Romana Pieczyraka
i Henryka Krzesinskiego, jego wspolpracownika z czasow okupacji.
Obaj czuli, ze komunisci obraz predzej czy pozniej sami znajda,
a wowczas tych, ktorzy plotno ukryli, czekaja duze klopoty. Pieczyrak
i Krzesinski w polowie pazdziernika, blisko trzy miesiace po wkroczeniu
nowych wladz do Lublina, uroczyscie zawiadomili o ukryciu "Bitwy
pod Grunwaldem" kierownika resortu kultury i sztuki Wincentego
Rzymowskiego.
A potem historia matejkowskiego plotna potoczyla sie
wedlug wymogow komunistycznej propagandy.
Wykopano je w swietle jupiterow kroniki filmowej,
w obecnosci dostojnikow PKWN. Michal Grzesiak w nagrode za poinformowanie
nowej wladzy o konspiracyjnym schowku mogl osobiscie przewiezc plotna
Matejki wozem konnym z miejsca ukrycia do gmachu Banku Rolnego.
Do konserwacji uszkodzonego przez wilgoc plotna wezwano profesora
Aleksego Rybnikowa z Galerii Tretiakowskiej.
Romanowi Pieczyrakowi i Henrykowi Krzesinskiego udalo
sie wywinac z opresji. Nie chcac wywolac skandalu, nowe wladze polknely
jak ostryge ich wyjasnienia. Obaj z zimna krwia twierdzili, ze nie
zdradzili miejsca ukrycia obrazu, poniewaz bali sie, iz po wydobyciu
go z ziemi moze byc zbombardowany przez niemieckie samoloty.
ZLODZIEJE W MUNDURACH GALOWYCH
1. Wspolnota Naukowo-Badawcza SS "Dziedzictwo
Przodkow" odzyskuje wypchanego krokodyla
W slad za oddzialami frontowymi do Polski wkraczali
specjalisci od rabunku dziel sztuki.
Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler na wniosek Wspolnoty
Naukowo-Badawczej SS "Ahnenerbe" ("Dziedzictwo Przodkow")
powolal pod dowodztwem profesora prehistorii Petera Paulsena specjalny
oddzial do wyszukiwania i rabowania dziel sztuki.
Na polnocy Polski dzialal w poczatkowym okresie okupacji
Einsatzstab Reichsleiter Rosenberg (Sztab Operacyjny Rosenberga),
ktory takze dokonywal rabunkow dziel sztuki. Jednostka Rosenberga
skrzydla rozwinela pozniej, w innych krajach okupowanych. Wedlug
danych Rosenberga od pazdziernika 1940 roku do stycznia 1941 roku
tylko we Francji skonfiskowala ona dziela sztuki warte lacznie ponad
miliard marek, sume wowczas fantastycznie wysoka. W Krakowie zainstalowal
sie mianowany przez Hermanna Goeringa specjalny pelnomocnik do "zabezpieczenia"
dziel sztuki i dobr kultury w Generalnym Gubernatorstwie SS-Oberfuehrer
Kai Muehlmann. To on wlasnie przekazal Hermannowi Goeringowi rysunki
Duerera zrabowane we Lwowie, a Goering uroczyscie wreczyl je Hitlerowi.
Poza tym dziela sztuki rabowalo mnostwo pomniejszych hitlerowskich
urzedow i instytucji, jak urzedy do spraw oswiaty, treuhaenderzy,
czyli zarzadcy rozmaitych majatkow, Institut fuer Deutsche Ostarbeit
(Instytut Niemieckiej Pracy na Wschodzie).
Do konca marca 1940 roku na ziemiach wlaczonych do
Rzeszy Niemcy skontrolowali wszystkie muzea, zbiory koscielne, ponad
500 zamkow, majatkow ziemskich i mieszkan prywatnych. Dziela z kolekcji
malarstwa polskiego Muzeum Wielkopolskiego, zamienionego na muzeum
niemieckie, wywozono do zbiorow w Rzeszy, czesciowo sprzedawano.
Rozgrabiono tamtejsze zbiory numizmatyczne i rzemiosla artystycznego.
Wielkie straty ponioslo Muzeum Archidiecezjalne. Z zamku w Korniku
wywieziono do Drezna bardzo cenna zbrojownie.
Wedlug oficjalnych niemieckich zestawien zagrabiono
na ziemiach wlaczonych do Rzeszy miedzy innymi dziesiec kolekcji
monet, kolekcje sztuki egipskiej, kolekcje waz antycznych, 1100
obrazow, akwareli i sztychow, 500 sztuk mebli, pareset dywanow,
33 skrzynie z dzielami sztuki sakralnej.
Na terenie Generalnego Gubernatorstwa oddzial profesora
Paulsena w zasadzie zbierac mial wszystkie dziela sztuki i pamiatki
dokumentujace germanska obecnosc na ziemiach polskich. Jednym z
pierwszych jego lupow byl ukryty w Sandomierzu Oltarz Mariacki.
Pozniej jednak, jak wynika ze sprawozdania wyslanego
do Rzeszy w slad za zrabowanymi skarbami, profesor Paulsen wywozil
wszystko: miedzy innymi dwa miecze wikingow z Biblioteki Krasinskich
w Warszawie (bo germanskie), miecz katowski z Sandomierza ze zbiorow
Muzeum Wojska w Warszawie (bo wielka rzadkosc i budzil dreszcz grozy),
arcyslowianski Codex Suprasliensis z Biblioteki Zamoyskich w Warszawie
(bo wyceniano go wowczas na fantastyczna kwote pieciu milionow marek),
zloty medalion cesarza Jowianusa znaleziony w latach dwudziestych
w Boroczycach (bo nieslychanej pieknosci i wartosci), muszle z Pacyfiku
(bo duza, miala prawie metr dlugosci) i wypchanego krokodyla ze
zbiorow Muzeum Historii Naturalnej w Warszawie.
2. Dr Hans Frank przyjmuje codziennie - obrazy jako
lapowki
Wywiezienie bezcennego medalionu Jowianusa z Boroczyc
wprawilo we wscieklosc gubernatora Hansa Franka. Wkrotce potem wydal
on zakaz wywozenia dziel sztuki z terenow Generalnego Gubernatorstwa.
Podporzadkowal i ograniczyl dzialalnosc oddzialu profesora Paulsena.
Frank traktowal GG jako osobiste dominium i zazdrosnie strzegl arcydziel,
ktore, jak sie zdaje, w skrytosci ducha juz w poczatkach okupacji
bardziej uwazal za wlasnosc swoja niz III Rzeszy. Jak bardzo czul
sie wlascicielem polskich dziel sztuki, potwierdza los malarskich
arcydziel z kolekcji Czartoryskich ukrytych wraz ze Szkatula Krolewska
w Sieniawie. Szkatule rozgrabili na wlasna reke zolnierze Wehrmachtu,
obrazy nieco pozniej wpadly w rece Kaia Muehlmanna. "Dame z
gronostajem" Leonarda da Vinci, "Ukrzyzowanie" Rubensa
i "Nadchodzaca burze" Rembrandta, arcydziela, ktorymi
osobiscie interesowali sie Hitler i Goering, wywieziono do Rzeszy.
Oficjalnymi interwencjami i zakulisowymi intrygami udalo sie jednak
Frankowi sprowadzic je z powrotem, do jego apartamentow na Wawelu.
W administacji okupacyjnej wiedziano, ze gubernator
dr Frank chetnie przyjmuje lapowki, pod warunkiem ze sa to dziela
sztuki.
Podstawa prawna totalnego rabunku dziel sztuki w GG
bylo wydane 16 grudnia 1939 roku rozporzadzenie Hansa Franka o powszechnej
konfiskacie przedmiotow artystycznych. Stalo sie ono podstawa do
oficjalnego zakazu posiadania przez Polakow wszelkich dobr kultury,
wlacznie z pamiatkami rodzinnymi pochodzacymi sprzed roku 1850.
Konfiskacie podlegaly tez wszystkie koscielne dziela sztuki, z wyjatkiem,
jak to okreslily wladze GG, "przedmiotow potrzebnych do codziennych
czynnosci liturgicznych".
Profesor Stanislaw Lorentz pisal w powojennych wspomnieniach:
"Dyrektor Galerii Drezdenskiej, dr Hans Posse,
znany mi sprzed wojny, osobiscie przyjezdzal do Warszawy na rabunek
Muzeum Narodowego. Dobry moj znajomy przedwojenny, ktorego przyjmowalem
w Wilnie, a potem w Warszawie, z ktorym odbywalem wspolne wycieczki
na Miedzynarodowym Kongresie Historii Sztuki w Anglii w lecie 1939
r., prof. Dagobert Frey, w pazdzierniku zjawil sie w Muzeum u mnie
wraz z Gestapo i ze swym wiedenskim kolega, dr. Josefem Muehlmannem
[bratem i wspolpracownikiem pelnomocnika Kaia Muehlmanna - przyp.
W.K.]. Wedlug swych przedwojennych notatek wskazywal najcenniejsze
przedmioty do natychmiastowego wywozu. W pazdzierniku i listopadzie
spotykalem prof. dr. Freya i na Zamku Krolewskim w Warszawie.
[...] niemiecki uczony przechadzal sie w towarzystwie
reprezentantow niemieckich wladz okupacyjnych, wskazujac, ktore
rzezby nalezy jeszcze wywiezc, ktore kominki marmurowe wylamac,
ktore oderwac boazerie".
Polscy dyrektorzy muzeow uwazali, ze akcja rabunkowa
byla starannie przygotowana przez Niemcow na dlugo przed wybuchem
wojny. Ostatnie badania Andrzeja Mezynskiego wskazuja jednak, ze
we wrzesniu i w pazdzierniku 1939 roku Niemcy raczej improwizowali
rabunki w polskich zbiorach.
Pelnomocnik Kai Muehlmann, wspomagany przez sztab
najwybitniejszych niemieckich historykow sztuki: Dagoberta Freya
z Wroclawia, Kurta Dittmera z Berlina, Hansa Demela, Artura Haberlanda,
Eduarda Holzmaira, Josefa Madera z Wiednia, szybko jednak nadrobil
opoznienia w metodycznej penetracji polskich kolekcji.
Dziela sztuki zwozono do Krakowa, do nowego gmachu
Biblioteki Jagiellonskiej, gdzie dokonywano ich przegladu i selekcji.
Unikatowym dokumentem grabiezy stal sie luksusowo
wydany na przelomie lat 1940/41, opatrzony doskonalymi ilustracjami
Katalog Zabezpieczonych Dziel Sztuki w Generalnym Gubernatorstwie.
Na 179 stronach przedstawiono w nim 521 najcenniejszych zrabowanych
dziel sztuki - 88 z Muzeum Czartoryskich, po 17 z krakowskiego Muzeum
Narodowego i kosciola Mariackiego, 53 z Muzeum Narodowego w Warszawie,
dalej dziela z kolekcji w Lazienkach, ze zbiorow koscielnych, publicznych
i prywatnych, miedzy innymi Potockich, Radziwilow (w tym globus
z Nieborowa), Branickich, Tarnowskich. W Katalogu, ktory mial byc
wreczony Hitlerowi, znalazly sie ewakuowane bez powodzenia "Portret
mlodzienca" Rafaela i rzezby z oltarza Wita Stwosza.
Autorzy Katalogu z zalem odnotowali, ze nie mogli
uwzglednic arrasow z Zamku Wawelskiego.
ZLODZIEJE W MUNDURACH POLOWYCH
W roku 1944 pod naporem Armii Czerwonej niemiecki
front cofa sie, wtacza na ziemie przedwojennej Polski. Na linii
ognia i bezposrednio za frontem obowiazuja inne prawa niz na okupowanych
ziemiach kilkaset kilometrow na zachod. Wehrmacht zamienia w punkty
oporu koscioly, klasztory, stare, solidne gmachy. Zolnierze bez
pardonu niszcza zabytkowe meble, ksiazki, wyposazenie. Nic nie ma
dla nich wartosci, skoro kleska III Rzeszy staje sie coraz bardziej
prawdopodobna, skoro jutro mozna zginac - nic, co nie miesci sie
do plecaka.
- Niemieccy zolnierze rabuja na wlasna reke, na dziko,
przede wszystkim drobne dziela sztuki, medale, monety, male rzezby,
miniatury malarskie, slowem wszystko to, co mozna zabrac ze soba,
a potem bezpiecznie i latwo wyslac do domu poczta polowa - mowi
Wojciech Kowalski, byly pelnomocnik ministra kultury do spraw kulturowego
dziedzictwa Polski za granica.
W kosciele, w zamecie walki, odwrotu, latwo siegnac
po kielich mszalny, ornat. W opuszczonym przez zamoznych wlascicieli
dworze lub mieszkaniu kusza bibeloty, sztychy, obrazy, ozdobne ksiazki.
Takich kosciolow i dworow byly setki, mieszkan - tysiace.
W tym czasie niemieccy oficerowie przestaja reagowac
na rabunki podkomendnych. Coraz czesciej sami rabuja, i to dziela
sporych rozmiarow. Czolgi i sztabowe samochody nierzadko zamieniaja
sie w ruchome magazyny dziel sztuki.
Po wojnie dyrektorzy polskich zbiorow publicznych
i wlasciciele prywatnych kolekcji przesylali do warszawskiego Biura
Rewindykacji i Odszkodowan Wojennych spisy utraconych skarbow. Wielu
wlascicieli zginelo jednak, jeszcze wiecej nie chcialo korespondowac
na temat swoich zbiorow z komunistycznymi wladzami. Bardzo czesto
nie pamietano szczegolow, nawet tytulow utraconych dziel.
1. Stanislaw Lorentz pisze dziennik do butelki
Zamkniety w butelce po winie, ukryty pod wielkim stosem
smieci, przetrwal we fragmentach wyjatkowy zapis zolnierskich rabunkow.
Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Stanislaw Lorentz w czasie
okupacji nieprzerwanie opiekowal sie zbiorami muzeum. Oficjalnie
odpowiadal przed wladzami okupacyjnymi za zbiory, wiec w czasie
powstania Niemcy pozostawili go z grupka wspolpracownikow w gmachu
muzeum.
Od pierwszych dni powstania, od kiedy w muzeum zaczely
kwaterowac kolejne oddzialy niemieckie, Lorentz prowadzil poufny
dziennik. Notowal dla potomnosci to, co zdolal zobaczyc w zajetym
przez Wehrmacht muzeum. Po pewnym czasie, gdy zorientowal sie w
rozmiarach zniszczen i rabunku, przestal prowadzic dziennik w pierwszej
osobie. Notatki prowadzil w oficjalnym stylu, nazywajac sie w nich
dyrektorem Muzeum. Dwa tygodnie po upadku powstania, 15 pazdziernika
1944 roku, dowiedzial sie od Niemcow, ze wszyscy pracownicy beda
wywiezieni. Swa kronike podzielil wiec na dwie czesci i, korzystajac
z nieuwagi zolnierzy Wehrmachtu, schowal je gleboko pod stos smieci.
Po ucieczce Niemcow z ruin Warszawy w styczniu 1945 r. odnalazl
tylko jedna butelke.
"3 sierpnia - 9 rano. Granat w mieszkaniu Rychlinga,
ostrzeliwanie okien. My do podziemi spedzeni, nie wolno wyjsc pod
grozba rozstrzelania. Wszystkie drzwi w calym Muzeum wylamane lomami.
[...] Zolnierze chodza po wszystkich salach. Stwierdzam, ze ze zbiorow
Goluchow zrabowano zlote monety. [...] Przenosimy czesc miniatur
goluchowskich, reszty (przeszlo polowy) brak. [...] 14 sierpnia
- [...] Stwierdzam nowe barbarzynstwa: w numizmatyce wyrzucone dalsze
szuflady, rozbita szafka z medalami religijnymi - rozrzucone. [...]
W numizmatyce akurat pladrujacy zolnierz - tylko kaze mi wyjsc.
W sali koscielnej srebra i przedmioty sztuki sredniowiecznej spod
schodkow ze schowka powyrzucane, wiekszosc rozkradziona. W tej sali
3 zolnierzy pladruje zbiory z Muzeum w Belwederze marsz. Pilsudskiego.
W sali wielkiej graja na fortepianie Chopina. Nakazuje, by nie za
silnie - tlumacze wszedzie wartosc. [...] Kapitan i oficerowie uwazali
za zupelnie naturalne, ze zabieraja rzeczy na pamiatke, tylko za
niepotrzebne poza tym niszczenie.
15 sierpnia - Dawidziak w ustepie znalazl waze metalowa
emaliowana, drobiazgi. Wywoza samo- chodami duzo paczek, sporo w
pudlach kartonowych z Muzeum Archeologicznego - zdaje sie, ze paczki
te kierowane sa na prywatne adresy.
17 sierpnia - meble muzealne rabia i pala w kuchniach.
Do mieszkania Hyckowiakowej znosza z gory filizanki zabytkowe, potem
tluka, wyrzucaja. [...]
19 sierpnia - Pokoj inwentaryzacyjny - portret masonski
S.K. Potockiego porwany, wszystkie szafy otwarte, rzeczy powyrzucane,
polamane, ceramika, tkaniny, teki z rysunkami polskimi i inne z
Zachety rozrzucone, z szuflad itd. powyrzucane srebra, jedne skrzypce
polamane, po innych tylko futeraly. Wedlug Dawidziaka i innych rozne
skrzypce miedzy innymi pakowali i wysylali do domu. Obrazy na korytarzu
II pietra ponownie rozrzucone [...] Pani Rychlingowej publicznie
pokazywali zolnierze pelne kieszenie odznak, orderow, drobnych przedmiotow.
Chciala niby kupic jeden order - zolnierz nie chcial, bo ze zlota
zrobi obraczki, a ma sie zenic. Po poludniu przyjechalo z Modlina
(?) autem osobowym nr WH 1403736 (zolte, kryte, czteroosobowe) 2
oficerow, i po paru godzinach wyjechali. Jeden z nich, porucznik
(?) zabral teke z rysunkami, jaka - nie udalo sie stwierdzic. [...]
20 sierpnia - Dawidziakowi zolnierz daje srebrne 5
lirow watykanskie z r. 1870, aby mu zrobil z tego srebrny pierscionek".
I tak dzien po dniu. Pod koniec sierpnia Lorentz zaczyna
spisywac dziennik w tonacji oficjalnej, we wlasnych zapiskach wystepujac
jako dyrektor.
"30 sierpnia - W czasie obchodu gmachu dyrektor
stwierdzil, ze w sali sztuki koscielnej rozbite zostaly dwie skrzynie
depozytowe Adama hr. Tarnowskiego z obrazami mniejszych formatow,
szeregu obrazow brak. [...]
1 wrzesnia - na I pietrze w sali rokokowej zastano
zolnierzy wynoszacych zegar Boule'a z depozytu ks. Janusza Radziwila.
3 wrzesnia - Zwiekszyla sie liczba pladrujacych zolnierzy.
O ile w poprzednim tygodniu dyrektor Muzeum spotykal w ciagu jednego
dnia, obchodzac zbiory, przecietnie 5-10, w dn. 3 wrzesnia - kilkunastu
[...] Zaobserwowano, ze paczki, wysylane dnia tego poczta polowa,
byly znacznie wiekszych rozmiarow i liczniejsze niz poprzednio.
[...]
23 wrzesnia - Z gmachu BGK przybylo do muzeum 3 esesmanow
po sprzety - pladrowali rownoczesnie zbiory. Elektrotechnik Dawidziak
widzial u jednego z nich 3 miniatury. [...]
25 wrzesnia - Ppor. Hengel polecil kobietom gotujacym
w kuchni spruc bialy mundurowy plaszcz ze zbiorow Muzeum i w kawalkach
wyslal do siebie do Niemiec. [...]
27 wrzesnia - Przed poludniem przybyl do Muzeum ppor.
Meyer "z regimentu", komunikujac, ze dla adiutanta wybrac
ma obraz, ktory ten chce ofiarowac swej narzeczonej. Ppor. Meyer
zabral z Muzeum 4 obrazy - jak oswiadczyl, dla siebie "na pamiatke",
a mianowicie:
1) Nr inw. 145 - Angelika Kauffman "Mlode kobiety
skladajace ofiare z wiencow na antycznym oltarzu" - z zapisu
Fiorentiniego,
2) Monogramista flamandzki z poczatku XVI w. "Eneasz
wynoszacy Anchizesa z plonacej Troi" - nr inw. 380,
3) Nr inw. 35599 - Malinowski 1867 r. "Pieskowa
Skala pod Ojcowem",
4) Nr inw. 46859 - Malarz polski z drugiej polowy
XIX w. "Widok kosciola i klasztoru w Wigrach". [...]
Po poludniu podporucznik Negel (Nebel?) wybral sobie
"na pamiatke" 2 obrazy, przedstawiajace martwa nature,
malowane przez Anne Vallayer-Coster, z zapisu Fiorentiniego, nr
inw. ponizej stu.
Obrazy te zdjal z blejtramow i zwinal, po czym polecil
dyrektorowi podpisac zaswiadczenie, ze obrazy te otrzymal w darze".
2. Podporucznik Meyer plonaca Troje unosi z plonacej
Warszawy
W sierpniu 1992 roku do polskiej ambasady w Kolonii
zadzwonil nieznajomy Niemiec. Powiedzial, ze jego ojciec chcialby
pokazac ktoremus z polskich dyplomatow pewien obraz pochodzacy z
Polski. Na spotkanie z nieznajomym umowila sie attache kulturalny
Nawojka Cieslinska, z wyksztalcenia historyk sztuki.
- Przedstawil sie jako Meyer. Mial okolo piecdziesieciu
lat. Mowil, ze w czasie wojny jego ojciec jako zolnierz trafil do
Warszawy i wyniosl stamtad obraz, ktory teraz chcialby oddac - wspomina
Nawojka Cieslinska.
Przy kawie opowiedzial o obrazie. Niewielki. Od kiedy
pamieta, wisial w ich domu. Ojca nigdy nie interesowalo, kto go
namalowal ani ile jest wart. Nie mowil nic na jego temat, w ogole
nie rozmawial na temat wojny na froncie wschodnim. Jesli juz, to
wspominal swoje walki we Francji.
Gdy przeniosl sie do domu starcow, obraz zabral ze
soba.
Niedawno powiedzial, ze chcialby oddac go Warszawie.
Chcial to zrobic osobiscie.
Nawojka Cieslinska pojechala do domu starcow z synem
Meyera.
- Poprosil, czy moze byc przy tym spotkaniu, bo chce
dowiedziec sie, co robil jego ojciec w Warszawie.
Franz Meyer mial mniej wiecej dziewiecdziesiat lat.
Niewielki obraz przedstawiajacy plonace antyczne miasto wisial w
jego pokoju. Stary czlowiek z pomoca syna zdjal go i wreczyl pani
Cieslinskiej. Franz Meyer mial klopoty z zapamietaniem zdarzen z
ostatnich lat, z czasow wojny jednak pamietal nawet drobiazgi.
- Bylem podporucznikiem w jednostce saperskiej - opowiadal
- ktora stacjonowala blisko mostu, naprzeciwko wielkiego, masywnego
budynku.
- Najpierw odetchnelam z ulga, ze byl saperem, zolnierzem
Wehrmachtu, nie esesmanem, a po chwili zrozumialam, ze to mogl byc
tylko most Poniatowskiego i Muzeum Narodowe - mowi Nawojka Cieslinska.
Jednostka saperow miala ochraniac most Poniatowskiego
przed powstancami. Po powstaniu wysadzila go. Saperami dowodzil
major Karl H. Podporucznik Meyer byl jego adiutantem. Pod koniec
powstania major H. wyslal go na zwiad do wielkiego gmachu po drugiej
stronie ulicy. W salach na parterze zobaczyl porozrzucane obrazy
i rysunki. Bardzo duzo obrazow, mebli i skrzyn bylo ukrytych w piwnicach.
W sali na parterze zastal cywila, Polaka, ktory bardzo
dobrze mowil po niemiecku. - Od razu wiedzialam, ze to mogl byc
tylko dyrektor Lorentz - mowi Nawojka Cieslinska.
Podporucznik Meyer wrocil z meldunkiem do majora i
dostal od niego polecenie, by przyniesc mu jakis ladny, niewielki
obraz.
Przeskoczyl jeszcze raz szerokie aleje i zaczal szukac
obrazow. Postanowil wziac cos takze dla siebie. Majorowi, zgodnie
z jego zamowieniem, wybral pejzaz.
Dla siebie wybral niewielki, namalowany na desce obraz.
Podporucznik Meyer, w cywilu inzynier, absolwent gimnazjum klasycznego,
od razu rozpoznal temat dziela.
- Wzialem obraz Eneasza wynoszacego swego ojca z plonacej
Troi - opowiadal w pokoju domu starcow dziewiecdziesiecioletni byly
saper.
Gdy wybieral obrazy, podszedl do niego Polak, z ktorym
rozmawial poprzednio. Wygladal na kogos, kto opiekuje sie muzeum,
wiec Meyer zapytal go, czy moze wziac obrazy. Polak odpowiedzial,
zeby nie pytal, bo on, Niemiec, jest tu teraz panem. Wiec wzial.
Stary czlowiek opowiedzial jeszcze, ze nigdy nie traktowal
obrazu jak swoja wlasnosc, ale nie chcial wczesniej oddawac go komunistycznym
wladzom. Przed smiercia zwraca obraz prawowitym wlascicielom, zas
rame, w ktora go oprawil, dodaje jako prezent.
- Byla zalosna - mowi Nawojka Cieslinska.
Na jej prosbe Franz Meyer ujawnil adres swego bylego
dowodcy, z ktorym po wojnie kilka lat spedzil w niewoli sowieckiej.
- Balam sie, ze przypominanie czasow wojny i rabunku
obrazu w Warszawie moze u bardzo starego juz przeciez czlowieka
wywolac szok i kontakt sie zerwie. Napisalam wiec bardzo uprzejmy
list, w ktorym opisalam spotkanie z Meyerem i prosilam go o zwrot
obrazu.
Odpowiedz nadeszla listem poleconym. Byly major Karl
H. wypieral sie wszystkiego.
"Potwierdzam odbior Pani listu z 09.08.1992,
ktorym sie ani nie przestraszylem, ani nie ucieszylem, ktory mnie
jednak w pewnym stopniu wprawil w zdziwienie. Jesli wzmiankowany
w Pani liscie pan Meyer rzeczywiscie mialby byc tym, ktory w omawianym
okresie byl moim podwladnym, to jest on mi znany z tego czasu jako
rzeczowy i godny zaufania czlowiek. Tym bardziej jestem zaskoczony,
ze po tak dlugim czasie tego rodzaju stan rzeczy jest podnoszony
jako swego rodzaju "alibi". Nie wydawalem zadnego polecenia
zdjecia obrazu, ktory pan Meyer tymczasem oddal z powrotem, ani
nie "zabralbym" obrazu "Polski krajobraz", ktory
mialby byc teraz w moim posiadaniu. Niestety musze wiec Pani nadzieje
na zwrot rzeczonego obrazu rozwiac.
Czy moglbym teraz wielce szanowna Pania prosic o przeslanie
mi adresu pana Meyera i syna? Zalezy mi ze zrozumialych wzgledow
na tym, aby rzucic swiatlo na te watpliwa okolicznosc" - napisal
byly major Wehrmachtu Karl H.
- Czytalam to z przykroscia. Wiedzialam od pana Meyera,
ze obaj walczyli pod Stalingradem, przyjaznili sie. A teraz major
oskarzal Meyera, ze sam ukradl obrazy, a wine chce zwalic na niego
- wspomina Nawojka Cieslinska.
List pisany byl recznie, kaligraficznie, przez starsza
osobe. Nawojke Cieslinska zastanowilo jednak, ze nie bylo w nim
zadnych poprawek. Pokazala go kilku niemieckim prawnikom. Ocenili,
ze list napisano jezykiem prawniczym, pod dyktando doswiadczonego
adwokata, uzywajac scisle prawniczych terminow.
Konsultacje pani attache z prawnikami nie pozostawialy
watpliwosci - jedynym sposobem uzyskania wyjasnien od pana H. bylo
pozwanie go przez pana Meyera z powodztwa cywilnego o obraze honoru.
Nawojka Cieslinska sprobowala przekonac syna podporucznika Meyera
do wszczecia procesu. On jednak poprosil, zeby nie mowic nic ojcu
o oskarzeniach pana H. Ojciec uporzadkowal swoje zycie, chce zamknac
zla przeszlosc i w spokoju odejsc, mowil.
Nawojka Cieslinska zgodzila sie. Tym latwiej, jak
mowi, ze koszty podobnego procesu bylyby astronomiczne, a osiagniecie
sukcesu nader watpliwe.
W wykazie obrazow, ktorych nie odnaleziono w czasie
spisu prowadzonego w latach 1965-1970 w Galerii Sztuki Europejskiej
Muzeum Narodowego w Warszawie wedlug przedwojennych ksiag inwentarza,
posrod 351 dziel figuruje "Zburzenie Troi", przedwojenny
numer inwentarza 380, olej na desce malarza flamandzkiego z XVII
wieku, o wymiarach 28, 7 cm na 41 cm.
"Eneasz wynoszacy Anchizesa z plonacej Troi"
monogramisty flamandzkiego z poczatku XVI w., przedwojenny numer
inwentarza Muzeum 380, ktorego zrabowanie 27 wrzesnia 1944 r. z
Muzeum przez ppor. Meyera zanotowal Stanislaw Lorentz, to ten sam
obraz (przed wojna blednie datowano go na XVI wiek).
Podporucznik saperow Franz Meyer to dziewiecdziesiecioletni
Franz Meyer z niemieckiego domu starcow. Major saperow Karl H. to
pozniejszy general Bundeswehry Karl H., w latach szescdziesiatych
skloniony do przejscia na wczesniejsza emeryture z powodu zatajenia
w ankiecie personalnej udzialu w tlumieniu powstania w Warszawie.
Gdzie sa jednak pozostale trzy obrazy, o ktorych Stanislaw
Lorentz zapisal w notatkach, ze zabral je ppor. Meyer?
Niemozliwe, by dyrektor Stanislaw Lorentz popelnil
omylke - zanotowane przezen dane wszystkich czterech obrazow sa
precyzyjne. W innych miejscach powstanczych notatek, gdy nie byl
czegos do konca pewien, stawial zawsze znak zapytania lub po prostu
opisywal swe watpliwosci.
Klamal byly major H.? Niewykluczone. Jesli ppor. Meyer
przyniosl mu z muzeum obraz, ktory w koncu trafil do jego domu w
zachodniej strefie okupacyjnej Niemiec, to byly major H. po latach
oczywiscie wypieralby sie pomyslu kradziezy, a wlasciwie wydania
rozkazu dokonania kradziezy, i osobistego udzialu w lupach.
A jesli sklamal sedziwy byly podporucznik Meyer? Dlaczego
27 wrzesnia 1944 roku zakomunikowal dyrektorowi Lorentzowi, ze chce
wybrac obraz dla adiutanta, ktory chce go dac swej narzeczonej?
Oslanial swego przelozonego, majora H.? Mozliwe, prawdopodobne nawet.
Wstydzil sie przyznac, ze kradnie dla siebie? To raczej watpliwe,
skoro w koncu wzial cztery plotna.
Czy mogl zatem zostawic sobie wiecej niz jeden obraz?
Wykluczyc tego nie sposob. Posrod powojennej biedy Franz Meyer chcial
wyksztalcic synow. Wyksztalcil ich. Moglby wtedy wlasnie sprzedac
inne obrazy. O ile w Warszawie zatrzymal je dla siebie.
Czwarty obraz zostawil na scianie. Obraz antycznego
wojownika wynoszacego z pozogi okruchy starego swiata. Moze widzial
w tym siebie? Wiedzial przeciez swietnie, ze niemieckie dowodztwo
postanowilo wysadzic gmach muzeum.
O tym zas, ze nie byl antycznym herosem, a tym bardziej
obronca miasta, lecz podpalaczem - zapomnial.
Nawojka Cieslinska uwaza, Karl H. polecil Meyerowi
ukrasc obraz i nie mial z tego powodu wyrzutow sumienia. Prawdopodobnie
klamal, skoro po wojnie zatail swoj udzial w tlumieniu powstania
w Warszawie.
Pewne jest tylko jedno - pol wieku po zrabowaniu obrazu
podporucznik Franz Meyer z wlasnej inicjatywy zwrocil go wlascicielowi.
Pozostale trzy obrazy nie wrocily do Muzeum Narodowego.
W tekscie wykorzystano m.in. opracowania: Wojciecha
Kowalskiego "Likwidacja skutkow II wojny swiatowej w dziedzinie
kultury", "Restytucja dziel sztuki", Andrzeja Mezynskiego
"Kommando Paulsen", Cezariusza Skuzy "Wojenne i powojenne
losy polskich skarbow narodowych" oraz rozprawy, artykuly i
relacje: Moniki Kuhnke, Wojciecha Kowalskiego, Ewy Czepielowej,
Olgierda Budrewicza, Wojciecha Fijalkowskiego, Stanislawa Lorentza,
Bozeny Zagorskiej, Marka Lewandowskiego.
Wlodzimierz Kalicki
|